Zapisz się do newslettera

Mam to na końcu (pierwszego) języka, czyli o zapominaniu ojczystej mowy

Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Mam to na końcu (pierwszego) języka, czyli o zapominaniu ojczystej mowy https://pixabay.com

Zapominanie jest procesem, który nie omija pierwszego języka. Aby odwrócić ten proces i na powrót wydobywać z łatwością słowa z naszego mentalnego leksykonu, należy utrzymywać stały kontakt z ojczystą mową.


Pierwszym językiem jakiego nauczył się Frank Bialystok był polski. Urodził się w 1946 roku w Łodzi pierwsze półtora roku swojego życia spędził w tym mieście. Później wyjechał z rodzicami najpierw do USA, a później do Kanady. W Kanadzie rodzice posłali go do przedszkola, w którym wychowawczynie i dzieci mówiły w jidysz; a następnie do angielskojęzycznej szkoły. W wieku sześciu lat był trójjęzyczny. Z rodzicami rozmawiał wtedy wyłącznie po polsku, z kolegami w jidysz, a z resztą otoczenia po angielsku. Jednak wkrótce już, trzeci język – angielski zaczął dominować w jego życiu i powoli wypierał pozostałe, także w domu. Gdy dorósł był już de facto jednojęzyczny. Polski zaczął przypominać sobie dopiero po czterdziestce, gdy jako historyk zaczął zajmować się historią Żydów polskich i współpracować z polskimi historykami.
Przypadek Franka Bialystoka, który jako dorosły nie potrafił posługiwać się językami, które świetnie znał w dzieciństwie, nie jest bynajmniej odosobniony. Funkcjonalna utrata znajomości pierwszego języka jest powszechna wśród osób, które wyemigrowały jako dzieci, a następnie wtopiły się w społeczeństwo w swojej nowej ojczyźnie. Zaskakujące jest także tempo, w jakim proces ten następuje. Ludmiła Isurin, badaczka z Ohio State University śledziła losy 9-letniej Rosjanki adoptowanej przez amerykańską parę: po roku mieszkania w Stanach Zjednoczonych dziewczynka zapomniała około 20% rosyjskich słów. Jaki mechanizm powoduje więc, że tak łatwo możemy zapomnieć nasz język ojczysty? Czy proces ten można odwrócić?
Słowo z magazynu
Aby wytłumaczyć na czym polega zapominanie języka trzeba się odwołać do pojęcia „mentalnego leksykonu”, czyli magazynu słów, jaki każdy z nas przechowuje w swoim umyśle. Mentalny leksykon to czysto teoretyczny model, który pomaga jednak zrozumieć sposób, w jaki jesteśmy w stanie znaleźć słowa, których chcemy użyć w rozmowie. W największym uproszczeniu, chcąc coś powiedzieć – bez względu na to, czy będzie to o porannej kawie, zadaniu domowym, czy meandrach filozofii – sięgamy do leksykonu i wydobywamy z niego słowo, które odpowiada wymyślonemu przez nas znaczeniu.
Na to jak zorganizowany jest mentalny leksykon pewne światło rzucają badania nad szybkością wydobywania słów z pamięci. Zdaniem naukowców o tym, jak szybko dane słowo udaje nam się przypomnieć decyduje kilka zmiennych, m.in. upływ czasu, od kiedy dane słowo usłyszeliśmy po raz pierwszy, oraz to jak często się z nim stykamy. To tak, jakby słowa, których nauczyliśmy się w pierwszej kolejności czy te którymi często się posługujemy, otrzymywały w naszym słowniku fiszkę, dzięki której łatwiej nam jest po nie „sięgnąć”. Różnice w czasie wydobywania z mentalnego leksykonu słów są tak małe, że zwykle nie zauważamy ich w normalnych warunkach – mierzy się je w ułamkach sekundy. Dla psychologów badających czasy reakcji to jednak istotna wskazówka, świadcząca o tym, że pewne procesy mentalne wymagają więcej wysiłku niż inne.
Mam to na końcu języka...
Przesłanki wspierające hipotezę mentalnego leksykonu można znaleźć od czasu do czasu także poza laboratorium. Zapewne każdy z nas doświadczył kiedyś niemożności przypomnienia sobie jakiegoś konkretnego słowa, choć przecież dobrze wiedzieliśmy, co chcemy powiedzieć – mieliśmy uczucie, jakbyśmy mieli to słowo na końcu języka! Doświadczając tego uczucia zwykle jesteśmy w stanie przywołać jakieś cechy poszukiwanego przez nas słowa: pierwszą głoskę, pojedynczą sylabę czy intonację. Efekt „końca języka”, bo taką nazwę nadali temu fenomenowi naukowcy, został po raz pierwszy opisany przez Williama Jamesa w 1890 roku, choć samo zjawisko na pewno nękało ludzkość już wcześniej.
Według psychologów poznawczych, za „efektem końca języka” stoi nim tymczasowa trudność w wydobyciu danego słowa z leksykonu i nie ma zwykle w nim nic patologicznego – jest on traktowany jako ciekawostka wskazująca na niedoskonałości funkcjonowania ludzkiego umysłu.
Ściśle powiązane ze sobą leksykony
Proces wydobywania słów z pamięci przebiega na podobnej zasadzie u osób dwu- i wielojęzycznych, z tym że osoby te mają nie jeden leksykon tylko dwa (lub więcej), a w dodatku są one ze sobą ściśle powiązane – trwają nawet spory, czy w przypadku osób dwujęzycznych można mówić o dwóch leksykonach, czy może o jednym obejmującym dwa języki. Zdawać by się mogło więc, że zapominanie języka w przypadku emigrantów mogłoby polegać na „schowaniu” słów należących do jednego języka pod stosem słów należących do tego częściej używanego. Rzeczywistość jest jednak nieco bardziej skomplikowana.
Judy Kroll, badaczka z Penn State University argumentuje, że w umyśle osoby dwujęzycznej oba języki są aktywne cały czas. Gdy mówiąc po angielsku pomyślimy np. o domu wydobędziemy z naszego mentalnego leksykonu zarówno słowo „house”, jak i słowo „dom”. Zanim więc wypowiemy słowo we właściwym w danym momencie języku, będziemy musieli wyhamować to drugie – czyli polski „dom”. I tak np. polsko-angielskie dwujęzyczne dziecko, mówiąc po polsku, będzie musiało hamować angielskie odpowiedniki słów, które chce wypowiedzieć; i odwrotnie, mówiąc po angielsku, będzie hamować polskie ekwiwalenty. Szczególnie w przypadku osób sprawnie posługujących się kilkoma językami, czynność ta jest automatyczna i nieświadoma.
To właściwie dlaczego zapominanie języka w ogóle ma miejsce, skoro powiedzenie czegokolwiek w jakimkolwiek języku miałoby aktywować mentalne wszystkie nasze „mentalne leksykony”? Do pewnego stopnia tłumaczy to hipoteza zaproponowana przez badacza z oregońskiego uniwersytetu Benjamina Levy’ego. Według jego koncepcji, osoba dwujęzyczna, mówiąc w drugim języku, szczególnie na początku jego nauki musi wkładać znacznie więcej wysiłku w hamowanie tego pierwszego. Odwołując się do „metafory fiszek” – słowa z pierwszym języku są znacznie lepiej oznakowane niż ekwiwalenty należące do pozostałych znanych danej osobie języków. A to oznacza, że te pierwsze powinny utrudniać znalezienie tych drugich i z tego powodu umysł stosuje strategię adaptacyjną – aktywnie stara się je zapomnieć słowa z pierwszego języka, żeby łatwiej mu było wydobywać słowa z mentalnego leksykonu właściwego dla drugiego.
Aktywacja przez powtarzanie
Levy sprawdził zasadność swojej hipotezy w eksperymencie, którego uczestnicy – anglojęzyczni studenci uczący się hiszpańskiego – mieli za zadanie nazywać obrazki po angielsku lub hiszpańsku. Okazało się, że ci, u których silnie aktywowano hiszpański (poprzez powtarzanie hiszpańskich słów), potrzebowali więcej czasu, by następnie odtworzyć angielskie słowa. Ponadto, po etapie nazywania obrazków, studentom pokazywano angielskie słowa i proszono, by albo podali słowo, które rymuje się z prezentowanym (np. snake – break), albo jest z nim znaczeniowo związane (np. apple – orange). Szukanie podobieństw fonologicznych (rymowanie) było istotnie trudniejsze dla osób, u których aktywowano wcześniej hiszpański, choć nie miały one problemów z podobieństwem znaczeń. Jest to zgodne z tym, co dotychczas wiadomo na temat naszych mentalnych leksykonów – zawierają one kluczowe informacje na temat brzmienia słowa.
Wniosek płynący z tych doświadczeń jest optymistyczny: zapominając język ojczysty nie „tracimy” słów na zawsze. Zostaną one na długo w zakamarkach naszych mentalnych leksykonów. Dostęp do nich staje się jednak utrudniony. Z biegiem czasu będzie odzyskanie tego dostępu będzie wymagało od nas coraz więcej trudu. Jeśli natomiast będziemy utrzymywać nieprzerwany kontakt z językiem, jego znajomość uda nam się przechować bez podejmowania żadnego dodatkowego wysiłku.

Karolina Łukasik

Czytany 1193 razy
Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Serwis „Wszystko o dwujęzyczności” jest dostępny na licencji Creative Commons znanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach projektu finansowanego w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.” realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2015. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.”.

KĄCIK MAMY

Mile dla Bartka / Miles for Bartek

Mile dla Bartka Największa polska impreza…

Kilka słów o Wielkanocy

„By na chwilę się zatrzymać I spojrzeć z…

Portret kobiecy

Portret kobiecy Musi być do wyboru. Zmieniać się,…

KĄCIK TATY

„Bo możemy robić małe rzeczy, za to z wielką miłością” Nie zapominajmy o okazywaniu sobie miłości i…

Przyciemnianie szyb – sposób na większe bezpieczeństwo dla Ciebie i Twojej rodziny

Czy zastanawialiście się kiedyś po co właściwie…

Rodzinny WALES RALLY GB 2015

Specjalnie dla WAS magazyn FANTAZJA przygotował…

Ojcowie w natarciu

W ostatnim czasie mam wielką przyjemność…