Zapisz się do newslettera

Motywacja

Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Motywacja https://pixabay.com

Jak zmotywować dziecko do nauki? Chciałbym zmierzyć się na nowo z tym problemem, ostatnio bardzo obecnym w mojej pracy z rodzicami. Jest sporo podejść, propozycji, pomysłów. Chciałbym oprzeć je na mechanizmach, które powodują, że dziecku się chce albo właśnie się nie chce uczyć. Zapraszam.

Motywacja pierwotna

Jest dla mnie dość smutne, że to co teraz opiszę często jest nazywane utopią. Niemniej w owym utopijnym świecie motywacją dziecka do nauki jest chęć uczenia się. Jest to naturalne dla dzieci w wieku 6-11, jako że mają one szczególną chęć posiadania kompetencji. Cieszą się z tego, że coś nowego potrafią. W takim wypadku wystarczy dziecku rozłożyć wachlarz możliwości i się zapytać „czego i jak chcesz się nauczyć”. Skuteczność nauki w takiej sytuacji jest olbrzymia, znacznie większa niż szkolna dyrektywność, bo umysł dziecka jest wyjątkowo mocno otwarty na pojawiającą się wiedzę. Do tego brak przymusu zmniejsza opór dziecka, który jest najczęstszą blokadą w nauce.

Z tego mechanizmu korzystają wszystkie podmiotowe szkoły, z Montessori na czele, gdzie dzieci od ponad 100 lat skutecznie korzystają z rozkładanego im wachlarza edukacyjnego. Zaufanie do dziecka, koncentracja na jego stanie emocjonalnym, który jednego dnia może przyjąć wyzwania, a w innym potrzebuje lżejszych zajęć pozwala wykorzystać potencjał do maksimum bez zmniejszenia późniejszej motywacji.

Mając na celu edukację, szkoły powinny wykorzystywać motywację dziecka do uczenia się i poszukiwać takich dróg, które zainteresują dziecko, pociągną je za sobą i spowodują, że ono samo z przyjemnością będzie eksplorować dany temat. Jest to metoda, która wymyka się sztywnym programom, daje nauczycielowi przestrzeń wyboru do tego, na co postawić danego dnia. Utopia? Na chwilę dzisiejszą tak, bo jesteśmy mocno związani systemem. Ale tak naprawdę poza systemem nie trzyma nas nic, a nawet prawo powoli zmienia się w kierunku, który będzie pozwalał do tej utopii dążyć.

W mniej utopijnym świecie takiej motywacji można szukać na różne sposoby. Widząc, jaki temat obecnie jest wałkowany w szkole rodzic może poszukać realizacji tego tematu w życiu rzeczywistym, w zabawie, w ciekawych ćwiczeniach. Wtedy również dziecko może znaleźć przyjemność w nauce i będzie mu dużo łatwiej znaleźć chęć do uczenia się.

Przykłady znajdowania motywacji do nauki:

- Matematyka przez pieczenie ciast (dodawanie, rachowanie, dzielenie)

- Pisanie i czytanie przez pisanie do siebie listów

- Historia i geografia przez komiksy, bajki i opowiadania

- Biologia przez bezpośredni kontakt z tematem, znajdowanie ciekawostek

- Języki przez piosenki i zabawy. Ewentualnie tak jak szkoła pisania i czytania – przez listy do siebie.

Motywacja z niczego

Znacznie ciężej jest wtedy, kiedy szkoła nie proponuje dziecku nauki, która jest dlań ciekawa, ale tłucze stworzony przez siebie program (często błędnie przypisywany podstawie programowej – sprawdź zanim uwierzysz) męcząc tym siebie, dzieci i rodziców. Jeszcze ciężej jest wtedy, kiedy zanudzając uczniów w szkole dokłada im równie „ciekawych” prac domowych.

Wtedy zachęcam najpierw do konfrontacji z tym, czy aby na pewno rodzice chcą się zgodzić na taką bylejakość ze strony szkoły. Bo wysiłku powinien dokonywać ten, kto popełnia błędy, a w wypadku gdy szkoła jest totalnie nieciekawa dla dziecka, to znaczy, że błąd leży właśnie po jej stronie.

Jeśli jednak uznamy, że to my mamy podjąć trud dostosowania się do błędu i nie chcemy walić głową w szkolny mur, to zaczynamy tworzyć motywację z niczego. Wtedy zaczynają się schody, które spróbujemy teraz przejść.

Zdarza się zapominać, o co w ogóle chodzi w słowie „motywacja”. Natomiast szczególnie tutaj jest to ważne, że motywacja, jest to po prostu powód by coś zrobić. Dlatego trzeba znaleźć powód, dla którego dziecko się ma uczyć.

Najpierw trzeba podjąć samemu trud i odnaleźć wartość takiej nauki. „Bo tak się robi” jest dość fatalną motywacją, bo nikogo nie przekona. Przynajmniej prosto myślące dzieci. Tym bardziej, że zakładam, że nie wszyscy rodzice są fanami, żeby ich dzieci na przykład w wieku 16 lat robiły coś bo wszyscy z otoczenia tak robią. To nie jest bezpieczny nawyk.

Nauka czasami jest możliwa do wyjaśnienia. Możemy poszukać metod na to, żeby pokazać dziecku co dają konkretne przedmioty, żeby wiedziało do czego dąży. To nie jest łatwe, ale jest to możliwe. Dobrze jest wtedy móc znaleźć moment na sprawdzian. Ale nie taki papierowy, ale realny, w którym dziecko będzie mogło w swoim życiu sprawdzić sobie, do czego mu jest tabliczka mnożenia, albo znajomość pewnych zagadnień z biologii. Im częściej takie sensowne sprawdziany uda nam się znaleźć tym motywacja do nauki bardziej urośnie.

Ja sam, ja potrafię

Skoro potrzebą jest potrafienie czegoś, radzenie sobie z wyzwaniami czy posiadanie jakichś umiejętności to sama nauka, nawet byle czego, może być motywująca. Warunkiem jest jednak owa samodzielność w podejmowaniu tego wyzwania.

Zdarza się dość często, że rodzice widząc zmagania dziecka z nauką biorą sprawę w swoje ręce i zaczynają „helikopterować” edukację dziecka, obserwując i kontrolując wszystko. Wtedy dziecko już zupełnie nie widzi sensu nauki. Ani nie ma w tym wyzwania, bo wszystko korygują i poprawiają rodzice, ani nie ma tej pierwotnej motywacji nauki. Dziecko z wyzwaniem musi pozostać samo. Może oczywiście poprosić o pomoc, jeśli taką ma potrzebę, ale jest różnica między proszeniem o pomoc, a byciem kontrolowanym na każdym kroku. Dla dziecka zmaganie ze szkołą jest formą odpowiedzialności. Być może nigdy wcześniej nie było odpowiedzialne za tak dużą rzecz i ogarnięcie tego – nawet przy mało sensownych metodach edukacji – może być powodem do dumy, poczucia kompetencji.

W tej metodzie bardzo jest istotne, żeby nie dać szkole przerzucić odpowiedzialności na rodzica. To dziecko musi tutaj odpowiadać za swoje prace domowe, stopnie, a nawet promocję do kolejnej klasy. Jeśli to będzie jego wyzwanie, to być może je podejmie, być może zadba o siebie. Jeśli rodzic weźmie za to odpowiedzialność, będzie świecił oczami, podkreślał swój wstyd za dziecko i będzie co chwilę wisiał nad nim i jego nauką – wówczas umorduje się strasznie, bo dziecko nie będzie miało motywacji ani w edukacji ani w odpowiedzialności.

Motywacja zewnętrzna

Naturalną dość sytuacją w życiu dorosłych ludzi jest to, że jeśli nie jesteśmy w stanie kogoś zachęcić do zrobienia czegoś, to łatwiej nam się to uda, jeśli mu za to zapłacimy. Nie łudźmy się, że dziecko wtedy nauczy się zbyt wiele, bo skoncentrowane będzie przede wszystkim na nagrodzie. Niemniej wtedy zrobi pracę domową, nauczy się do czegoś, dziesięć złotych za piątkę piechotą nie chodzi. Zdecydowanie nie uważam tego za metodę uczenia się. Jedynie za metodę pozbycia się problemu. Troszkę inaczej jest wtedy, kiedy elementem nauki jest żmudna praca, która kiedyś doprowadzi dziecko do perfekcji – w tym momencie pewnie obudzą się uszy rodziców, których dzieci są w szkołach muzycznych, a rozwój talentu zależy właśnie od ćwiczeń, których idei 6-7 latek może jeszcze do końca nie rozumieć (choć generalnie ma ochotę się kształcić w tym kierunku). Wówczas można posiłkować się drobnymi nagrodami, które będą zachęcać dziecko do ćwiczenia i pozwolą się skoncentrować na czymś bardziej realnym niż sukces za 10 lat – czyli więcej niż dziecko żyje do tej pory. Ważne jest by przy tym bardzo uważnie szukać momentów, w których pokażemy dziecku – zobacz, umiesz dzięki temu, że dużo ćwiczyłeś/aś. Takie są tego efekty. Jeśli dziecko w końcu to zauważy i zrozumie, to te maleńkie nagrody będzie można odłożyć na bok.

Stosując nagrody warto pamiętać o tym, co one tak naprawdę znaczą. W ostrym sformułowaniu: „to co robisz jest tak bezwartościowe, że muszę Ci za to zapłacić”. Jeśli chcemy uniknąć takiego rozumienia sytuacji przez dziecko, to warto wprost sprawę nazwać. „Chcę Cię zachęcić do tego, bo to daje efekty, które zobaczysz za jakiś czas, a teraz jest trudno to docenić”.

Uwaga na relację

Sposoby motywowania do nauki są bardzo różne, ale byłbym ostrożny z nadmiernym wykorzystywaniem do tego relacji z dzieckiem. „Zrób to dla mnie” jest karkołomnym zwrotem. Być może czasami bardzo skutecznym, bo dziecko jest w stanie dla nas zrobić czasami naprawdę wiele. Wadą tego sformułowania jest totalne zakrzywienie zarówno odpowiedzialności za naukę jak i jej wartości. Nauka nie może być dla kogoś, oczywiście, że rozwój dziecka sprawia radość rodzicom, ale czy rozwijają się one dla nich? Czyli jak rodzice nie patrzą to mają się przestać rozwijać? Cienki lód moim zdaniem.

O co tak naprawdę chodzi?

Na końcu, chciałbym was poważnie zapytać - o co Wam chodzi jeśli chodzi o naukę. Pytam Was dlatego, że bardzo często dzieci odczuwają, że w nauce chodzi o oceny. Robi to sposób motywowania, który nie porównuje wiedzy dzieci, ale oceny, rankingi, wyniki z pojedynczych wielkich sprawdzianów.

Tymczasem wartością nauki jest to, że coś umiemy. Bardzo często wiedza i umiejętności dziecka stoją na bardzo dobrym jak na jego możliwości poziomie, ale w dzienniku widnieją trójki, bo nie chce mu się odrabiać prac domowych albo sporo gada na lekcji. Może społeczny wyrzut sumienia podpowie „jak to mu się nie chce! Skandal!”, a równocześnie rozsądek odpowie – prace domowe nie są mu potrzebne, podobnie jak oceny.

To nie jest takie proste, bo oceny mogą wpłynąć na inne rzeczy. W tym wszystkim trudno się czasem połapać, bo to zależy od indywidualnych pomysłów szkoły. Natomiast na samym początku warto się zastanowić o co nam chodzi w tej edukacji. Kiedy my sami zrozumiemy motywację do nauki jaką może mieć dziecko, to będzie nam znacznie łatwiej to wytłumaczyć i tym samym ono znajdzie motywację do nauki. Czyż nie o to chodzi z zapytaniem „jak zmotywować dziecko do nauki?”?

Jarek Żyliński - psycholog

http://jarekzylinski.blox.pl

Czytany 2158 razy
Jarosław Żyliński

Jarosław Żyliński - psycholog, absolwent Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego(specjalizacja psychologia wychowawcza stosowana). Autor bloga http://jarekzylinski.blox.pl 

KĄCIK MAMY

Mile dla Bartka / Miles for Bartek

Mile dla Bartka Największa polska impreza…

Kilka słów o Wielkanocy

„By na chwilę się zatrzymać I spojrzeć z…

Portret kobiecy

Portret kobiecy Musi być do wyboru. Zmieniać się,…

KĄCIK TATY

„Bo możemy robić małe rzeczy, za to z wielką miłością” Nie zapominajmy o okazywaniu sobie miłości i…

Przyciemnianie szyb – sposób na większe bezpieczeństwo dla Ciebie i Twojej rodziny

Czy zastanawialiście się kiedyś po co właściwie…

Rodzinny WALES RALLY GB 2015

Specjalnie dla WAS magazyn FANTAZJA przygotował…

Ojcowie w natarciu

W ostatnim czasie mam wielką przyjemność…